POMIĘDZY KONIEM A OBRAZEM
To oryginalny tytuł wystawy Piotra Lutyńskiego w pubie Alchemia w Krakowie, Plac Nowy na Kazimierzu (niedziela, 26 października 2003). Wystawie towarzyszył koncert grupy Rdzeń, czyli improwizacja lub jak mówią górale, muzykowanie Lutyńskiego i grupy zaproszonych osób. W Krakowie wszędzie w pubach wystawia się jakąś sztukę, w Alchemii pokazuje się często interesujących artystów, więc z tego powodu ta wystawa nie jest zaskoczeniem.
Nie dziwi również forma wystawy - Lutyński od kilku lat łączy obrazy i obiekty z obecnością żywych zwierzęt. Ale koni jeszcze nie używał i to zwiększenie skali okazało się doskonałym artystycznie posunięciem. Również realizacja w klimacie Alchemii dodawała sensacyjnej atrakcyjności. Technicznie wyglądało to tak, że jedna z sal (ta do której wejście prowadzi przez szafę), została zmieniona na stajnię i szczelnie oddzielona od reszty lokalu taflą z pleksi, co izolowało oba pomieszczenia akustycznie, ale i zapachowo... Ponadto wystawę można było oglądać z zewnątrz, od Placu przez drzwi przesłonięte siatką. Także w nocy. Powstała bardzo dobra realizacja, najlepsza z dotychczasowych prac Lutyńskiego z użyciem żywych zwierząt. Zwłaszcza, że jego ostatnia wystawa w Bunkrze Sztuki była nieudana. Sztuka z użyciem żywych zwierząt jest trudna i technicznie i koncepcyjnie. To co wydaje się łatwe, że żywe zwierzątka zapewnią wystawie atrakcyjność - jest mocno złudne.
Same obrazy Lutyńskiego są dość banalnymi, geometrycznymi abstrakcjami. Wymiar gadżetowy mają obiekciki - gablotki łączące malarstwo i zbiór rozmaitych rozmaitości. Lepiej prezentują się obiekty rzeźbiarskie uzupełnione malarstwem (np. koryto dla kur, bale drewna). Ale najlepiej prezentują się one w aranżacji przestrzennej, najlepiej z żywym inwentarzem i właściwie nie powinny być pokazywane inaczej. Wtedy działają i prowokują rozwijanie interpretacji. W Alchemii, małe formatem obrazki na ścianach i spore koniki dawały intrygujące zestawienie. Wewnątrz panował półmrok, tylko obrazki były wyeksponowane punktowym światłem. Razem budowało to ciekawy nastrój. Zadbane zostało tu wszystko - kwestie formalne, emocjonalne i techniczne.

Artysta o wystawie:

Jest to dla mnie zupełnie klasyczny pokaz malarstwa.
Zatrzymaj się i popatrz, oddychaj miarowo.
Co widzisz? Pamiętaj o siedemnastowiecznym malarstwie, obrazach w półmroku, pełnych zwierząt i ludzi zatrzymanych w czasie.
Pamiętaj wreszcie o malarstwie abstrakcyjnym, o odkrytym na początku dwudziestego wieku języku geometrii; o gotyckich witrażach pełnych światła i ducha.
Popatrz, może malarstwo nie kończy się na zapachu farby olejnej.


Jak na tak "klasyczne" inspiracje, powstała bardzo współczesna sztuka.

Łukasz Guzek






Po odwołaniu wystawy Doroty Nieznalskiej - dyskusji ciąg dalszy::

POST SCRIPTUM
Artura Tajbera do jego własnego tekstu + tego, co zamieszczono przed- i po- nim.


MOTTO:
"Tu nie chodzi tylko o to, kto ma rację. Tu chodzi o regularną, cyniczną politykę. Ja właśnie chciałem dać szansę Dorocie, by mogła uciec z płaszczyzny religijnej w płaszczyznę sztuki. A ona udzielając wywiadu spierała się cały czas ze Strąkiem."
Władek Kaźmierczak

To nie tak, Władku. Piszę o konsekwencjach tego twojego stwierdzenia, bo wydają mi się w kontekście reszty wypowiedzi dość ważne - chociaż z punktu widzenia temperatury "dyskusji" i panującego w niej chaosu, ma się nieodpartą chęć złapać coś bardziej efektownego. A więc, faktycznie nie chodzi o to kto ma rację, tylko o to, kto jest silniejszy i bardziej bezczelny. Natomiast dając szansę Dorocie, by z "płaszczyzny religijnej" uciekła w sztukę, podsunąłeś jej truciznę. Zwykły instynkt samozachowawczy, a nie refleksja społeczna musiały jej kazać odmówić!

Znam jej prace ze zdjęć i relacji, ją samą z raptem jednego spotkania, bardzo zresztą sympatycznego, ale mając kilkadziesiąt lat doświadczeń z różnego rodzaju sztuką i artystami, śmiem stwierdzić, że główną racją i wartością tego typu ekspresji jest spór i upór, bycie w zwarciu, a nie krytyczna refleksja. Wartość "ukrzyżowania" Nieznalskiej - a potwierdza to cały chaotyczny rezonans - leży dokładnie w tej nielogicznej strategii, zagubieniu w argumentach i w bluźnierczym kontekście krzyża. Bez tego zostaje niewiele. Mają tu racje i jej krytycy i apologeci. Jedni chcą zabronić artyście bluźnić, inni uznają to za krytykę rzeczywistości. Moim zdaniem jest to pewien rodzaj ekspresjonizmu, intuicyjnie, bez-refleksyjnie (a histerycznie właśnie) znaczącego bolące miejsca (naznaczać nie znaczy krytykować). W takiej interpretacji Nieznalska pomimo schludnej formy rysuje się raczej jako szamanka lub opętana - taki status często był utożsamiany z funkcjami bliskimi romantycznemu rozumieniu sztuki.
Nazywając to tak, jak to widzę, muszę też wyraźnie powtórzyć: każdy ma do czegoś takiego prawo, nie tylko artysta. Nawet sztuka nie ma obowiązku być głęboka, społecznie odpowiedzialna, itd.. Odpowiedzialność artysty polega na czymś odrobinę innym.

Poza tym, nie ma możliwości uciec z płaszczyzny religijnej w płaszczyznę sztuki, o ile obie traktuje się (poważnie? serio?) równo. No bo jak - z "na poważnie" do "na niby"? Albo na odwrót? To jest bez sensu. Wyobraź sobie autorkę, która rezygnuje z symboli religijnych i zamienia je na czystą geometrie lub małpią maskę. Po pierwsze, też by się do tego ktoś z poprzednich powodów przyczepił; po drugie - zrobiła by dokładnie to, co Ty robisz za nią: dała by dowód, że boi się posła Strąka i Siostry-ze-Stygmatami. Ty możesz to zrobić, ona natomiast boi się to zrobić (bardziej niż się boi - boi się bać) - i słusznie - bo bez tej postawy zapadnie się z powrotem w niebyt.

ArT

Łukasz Guzek:
Tocząca się dyskusja pokazuje, że odwołanie wystawy było błędem - błędem strategicznym (nie jest to ocena moralna bo takie trudno wydawać nie będąc w czyjejś skórze). Mimo odwołania nie uniknął konsekwencji administracyjnych - kontrola NIKu może skończyć się niczym, być ostrzeżeniem, a może być hakiem, który zostanie zastosowany w przyszłości jak się komuś będzie tak podobało. Na pewno Władek nie zostałby odwołany za wystawę - nikt nie chce wyglądać na cenzora. To może być za rok z jakiejś innej przyczyny. Tak czy inaczej - trafił na celownik urzędników którzy najbardziej ze wszystkiego pragną świętego spokoju. Ma kłopoty "za darmo". W dodatku spowodował same straty. Dał kolejny dowód, że w instytucjach sztuki nic się nie da zrobić. Władek twierdzi, że chciał nam uświadomić, że jest gorzej niż myślimy. Tyle, że czekamy na jakieś działanie wbrew tej tendencji, a nie jej utrwalenie (co podkreślił Roman Lewandowski). Pozytywne skutki klęski mogą się ujawnić, ale po dłuższym czasie, gdy okaże się że jedyną szansą na robienie w sztuce tego co chcemy jest samoorganizacja.

Drugi błąd to konfliktowanie się z Dorotą. To na prawdę nie ona jest tu winna. Środowisko i tak jest mało solidarne (o czym też pisze Roman Lewnadowski). "Sprawa Nieznalskiej" integrowała je wokół pryncypiów takich jak wolności sztuki. I to się załamało. Władek też w taką solidarność wątpi, choć właśnie ją skutecznie podkopał, czyli zadziałało prawo samo spełniającej się przepowiedni. Władek nie powinien dopuścić do personalizacji tego konfliktu, bo wtedy tracimy z oczu sprawy ważniejsze, które, jak zapewnia, ma na względzie. To też zrobiło najgorsze wrażenie. Wierzę jednak, że wykona teraz jakieś spektakularne posunięcie które go odrodzi. Ale na razie to mamy w plecy. Udowodniliśmy, że jesteśmy łatwym dostarczycielem punktów wyborczych dla strąkopodobnych. Na szczęście napisał list który stał się zaczątkiem dyskusji, co daje jakąś nadzieję, bo póki dyskutujemy to jesteśmy.

A przecież przestrzeń publiczna to nasza przestrzeń, my tu żyjemy, to także nasza kultura. Rzekomo reprezentujący katolików LPR może liczyć na poparcie stale oscylujące koło 10% w kraju ponoć 90% katolickim. Inne partie katolickie zostały przez wyborców odrzucone i dziś nikt już nawet nie pamięta ich nazw. Wałęsa z Matką Boską w klapie zdobył poparcie 1%. W Słupsku Strąk przegrał wybory na burmistrza. Znaczy to, że jakaś mniejszość próbuje narzucić nam swoją wizję kultury.

Kościół w demokratycznej Polsce nie bardzo wie jak się zachowywać. Ma swoją ideologię, zwaną nauką o człowieku i wizję społeczeństwa. Ale to nie kościół stanowi prawa którym podlegamy. Wtedy zjawiają się tacy jak Strąk i mówią - my to załatwimy. Będziemy wcielać w życie ideały religijne w zamian za świecką władzę. Jak coś idzie nie tak, kościół chętnie podkreśla, że zajmuje się sprawami wiecznymi i duchowymi. Jednak całe to mówienie o człowieku zostaje zaprzeczone i unieważnione poprzez to, że człowiekowi z nauki kościoła odbiera się wolność. Prawo wprowadzane przez takich jak Strąk wiąże się z odbieraniem wolności. Tymczasem prawo powinno dostosowywać się do wymogów życia. Np. kwestie takie jak eutanazja czy prawomocność związków homoseksualnych. Zdrowy rozsądek mówi, że z tych praw nie muszą korzystać ludzie religijni. Jednak tą wolność nam się odbiera.

Dla skazania Doroty kluczowe było uznanie, iż krzyż który wykonała ona do instalacji jest "przedmiotem czci religijnej". Art.196: "Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych [...]" Krzyż, oprócz znaczenia specyficznie religijnego, ma też sens ogólnocywilizacyjny. Naszą cywilizację ukształtował splot czynników politycznych i religijnych, spór kościoła i władzy świeckiej. Humanizm naszej cywilizacji nie jest wytworem kościoła, a dziś nie jest wyłączną domeną jego kompetencji. Krzyż jako znak PCK, apteki czy karetki, reprezentuje ogólnocywilizacyjną ideę humanizmu. W takim znaczeniu posługiwał się krzyżem np. Beuys, chcąc wyrazić to, że sztuka niesie człowiekowi ratunek. Punktem odniesienia jest tu człowiek w ogóle, a nie człowiek z religijnej wizji katolików. Jednak kościół chce mieć monopol na człowieka. Świadczy o tym wojna jaką toczył z Owsiakiem, próbując przechwycić, a jak się nie dało to zdyskredytować jego humanizm.

Powiedziano już wiele razy co Dorota miała na myśli w swojej instalacji i nie ma sensu tego powtarzać. Na pewno myślała więcej o Beuysie niż o religii. Przecież jej profesor, Grzegorz Klaman, to jeden z większych wyznawców Beuysa w Polsce, również autor rzeźb w formie krzyża. Działając w naszej cywilizacji nie trzeba myśleć religijnie by użyć formy krzyża. A używając formy krzyża można odnieść się do kwestii kulturowych poza kontekstem czysto religijnym. Dorota, należąc do tej cywilizacji, ma prawo do krzyża tak jak do praw człowieka z wolnością włącznie. Dla niej kultura i kościół są rozdzielone. Ale nie dla Strąka, który dąży do zawłaszczenia symboli cywilizacyjnych, czyli zawłaszczenia cywilizacji, i mówi kto ma do niej prawo - wyznawcy katolicy. Taki sposób myślenia narzucili także sądowi. Zresztą, presja kościoła na życie społeczne w Polsce powoduje, że obrzędowość religijna jest sprawowana częściej dla świętego spokoju, niż z przekonania. Religia staje się coraz bardziej fikcją, a wyrok na Dorotę tylko ten stan utwierdza.

Przyjmując perspektywę ogólnocywilizacyjną, kulturową, dość łatwo wyobrazić sobie użycie krzyża poza jego specyficznie religijnym kontekstem i nie ma powodu sądzić, że Dorota ściemnia gdy mówi, że nie myślała o obrażaniu katolików. Zarzut, że o takiej ewentualności nie pomyślała, oznacza przyjęcie punktu widzenia Strąka, co z kolei znaczy, że dalibyśmy sobie odebrać prawa do naszej cywilizacji. Na razie tą walkę przegrywamy. Okazuje się, że do działania w warunkach demokratycznych lepiej przystosowana jest byle partyjka przykościelnych polityków niż "środowisko opiniotwórcze" artystów. O przyczynach tej słabości, jak brak solidarnego działania, było już powyżej. Na pewno przyczyną nie są kółka różańcowe.

To może dobry moment by przejść do innego wątku tej debaty - sztuki krytycznej. Myślę, że Artur Tajber nie ma racji twierdząc, że jej po prostu nie ma. "Sztuka krytyczna" to nie jest pusta nazwa. Choćby z takiej racji, że są artyści tak nazywają swoje prace, czyli słowo to wypełnia jakiś konkret. Natomiast jest to nazwa nie zdefiniowana. Krystalizacja nazw z żywego języka ma swoją dynamikę. I tak "krytyczną" można nazwać różną sztukę z bliższej i dalszej przeszłości. Chodzi o to by termin był specyficzny, czyli ujmował jakąś rzeczywistość, bo wtedy staje się użyteczny w dyskusji. By dyskutować potrzebujemy pojęć. Przy czym nie chodzi o to by nosić dumnie nazwę jak order zasługi, tylko próbować dowiedzieć się co ona znaczy.

W sztuce Polskiej do lat dziewięćdziesiątych jest sporo przykładów sztuki tak lub inaczej krytycznie zaangażowanej. Wtedy dla jej określenia najchętniej używano terminu "kontestacja" ew. mówiło się o "kontrkulturze", wzorując się na hipisach, choć ci pochodzili z innej bajki. Ówczesna "krytyka" miała charakter generalny, była krytyką systemu czy kultury w ogóle. Stąd jej formy były metaforyczne, naładowane symbolicznymi uogólnieniami. Wynikało to stąd, że jej wzorcem była sztuka abstrakcyjna, nie tylko w znaczeniu bezprzedmiotowości, ale generalnej formuły myślenia skierowanej na istotę, oderwanie od bezpośredniości życia. Jednak, myślę, że sztuka krytyczna jest związana z demokracją. Nie formą rządów parlamentarnych, ale demokracją jako żywiołem debaty odbywającej się w warunkach wolności. Te dwa powiązane ze sobą czynniki - demokracja i wolność - tworzą warunki możliwości praktycznego uprawiania krytyki, także powstania sztuki krytycznej. Sztuka jest wtedy konkretnie adresowana. Formy są specyficzne, odniesione do szczegółowych zagadnień, bezpośrednio do praktycznych problemów życiowych, bądź odpowiadają na aktualny stan debaty kulturowej. I "Pasja" Doroty jest dobrym tego przykładem. Nazwanie tej sztuki "sztuką pragmatyczną" pozwoliłoby oddzielić tamtą sztukę krytyczną od dziś uprawianej.

Dla przykładu: Przemek Kwiek od wczesnych lat siedemdziesiątych do dziś uprawia swoją "Sztukę Ministerstwa Kultury i Sztuki", polegającą na pisaniu podań o wsparcie dla swojej działalności i dokumentowaniu tej korespondencji. Można więc porównać sens tej akcji za komunizmu i w demokracji. Jego działanie, niezależnie od ustroju, jest krytyką działalności Ministerstwa, obnażaniem jego nieudolności w spełnianiu zadań do jakich jest powołane. Jednak w komunizmie to działanie miało wydźwięk generalnej kontestacji systemu, partii, etc.. Dziś taka generalizacja nic nie znaczy. Bo co miałaby znaczyć? Że kontestuje się demokrację? Liberałów? Socjalistów? Jeżeli oznacza to postulat likwidacji Ministerstwa, to akcja na rzecz takiej idei byłoby czymś bardzo właściwym grze demokratycznej. Krytykując Ministerstwo, sztuka Przemka staje się głosem w debacie publicznej, nawet jeżeli nie o to mu chodziło. Sztuka MKiS wtedy i dziś to zupełnie inna sztuka.

I jeszcze odpowiadając Przemkowi, który wytknął mi, że niesłusznie napisałem, iż "W polskim performance to Władek postawił tak zdecydowanie (i od początku) na postać performance zaangażowanego w krytykę kultury, społeczeństwa. Przed Władkiem performance polski był w większości narcystycznie skupiony na osobie performera oraz definiowaniu co to jest performance". Przemku, myślałem o Tobie pisząc te słowa, bo przypuszczałem, że jak nie rozwinę o co mi tu chodzi, to zapewne zwrócisz uwagę, że performance zaangażowany istniał przed Władkiem i sam go uprawiałeś. Słusznie. Prosta obserwacja pozwala dostrzec zmiany otaczającej rzeczywistości, można więc założyć, że zmienia się także sztuka, także performance. Chodzi o to by nie zamykać oczu na współczesność. Performance Władka należą do owej zmienionej rzeczywistości. W latach 90, zwłaszcza drugiej połowie, jego performance nabiera cech, które powyżej powiązałem ze sztuką krytyczną uprawianą w warunkach demokratycznych, czyli nabiera on ostrości i jest bezpośrednio adresowany do konkretnych zjawisk. W tym czasie Władek wykonał także liczne performance oparte na cytatach ze sztuki awangard modernistycznych, rozliczając się z tym na czym się wychował i dając dowód, że widzi różnicę między przeszłością a współczesnością. A że już wcześniej wykonywał performance zaangażowane, czego kontynuacją są te z lat 90 - napisałem "(od początku)", choć nie od razu były one tak specyficzne.

Myślę, że nie ma sprzeczności w tym, że Władek krytykuje i nie przepada za sztuką krytyczną a zarazem stawia na zaangażowanie. Krytyka sztuki krytycznej to dobry sposób jej uprawiania, do czego wszystkich zachęcam. Najgorzej byłoby wzorem awangardzistów modernistycznych zrobić listę prawdziwych i nieprawdziwych artystów krytycznych.


Zobacz poprzednie wydania Artinfo z listem Władka Kaźmierczaka i dotyczącymi go komentarzami:
Artinfo 19 > > >
Artinfo 20 > > >