napisała Magda Ujma  

...Za górami, za morzami, w dalekiej Kanadzie, żyła sobie mała księżniczka. Była najmłodszym dzieckiem w rodzinie, rozpieszczona i delikatna. Nie pamiętała już prawie kiedy tatuś i mamusia wzięli ją z ciepłego Zamościa i zabrali za ocean, daleko, daleko... Potem było jej dobrze, miód i mleko piła. Rosła, miała wielu przyjaciół, zapomniała już dziwną, szeleszczącą i świszczącą mowę ojczystą (matczystą?), a coraz lepiej poznawała mowę nowej ojczyzny.
   Iwonka poszła do szkół, poznała inne dzieci i czuła się na swoim miejscu w kraju płynącym syropem klonowym. Szła swoją droga, bo od małego była niezależna i zawsze miała swoje zdanie, które przerażało mamę i tatę. Bali się, kiedy ruszała w swoją drogę, co się z nią stanie, taka jest drobna i chudziutka, i naiwna w stosunku do ludzi.
Ale tato i mama okazali się mądrymi ludźmi, nie ograniczali wolności księżniczki, przez co ona sama często wracała do nich i się ich radziła, i wypłakiwała ze swoich smutków. Ale trzeba przyznać, że było o co się bać.
   Księżniczka – uparta i niezależna – postanowiła zostać artystką. Nie zwracała uwagi na krzyki rodziny: „Iwonko, Iwonko, coś ty zrobiła ? Zatkała uszy. Co więcej, wcale nie chciała robić tego, co artysta robić powinien. Nie malowała pięknych obrazów, które przeciętny obywatel bez wstydu zawiesi w salonie. Nie rzeźbiła wspaniałych rzeźb, nie robiła rysunków z natury, tak dokładnych, że nie można ich odróżnić od pierwowzoru.
   Iwonka-księżniczka wdawała się w awantury. Rozdawała ludziom swoje wizytówki, żeby się potem z nimi spotykać – z nieznajomymi, poznanymi na ulicy. Mianowała się supergwiazdą, podróżowała po świecie, ale unikała wywiadów. Uciekała przed publicznością – jak na gwiazdę przystało. Chowała się w galerii. Żyła w niej, gotowała, mieszkała, a ludzie mogli ją tylko podglądać, księżniczka nie pozwalała im wchodzić. Podrywała chłopaków.
   Iwonka z duszą wstydliwej prowokatorki tęskniącej za uczuciami, ale w gruncie rzeczy w nie wątpiącej, wpakowała się w nową aferę. Spakowała manatki, i wyruszyła w daleką podróż – do Polski. Rodzina zbladła z przerażenia. Mama miała wyrzuty sumienia i myślała „po co jej mówiłam, żeby sobie znalazła męża?  Ale było za późno. Księżniczka dotarła do zimnego i szaroburego kraju w środku Europy. Tutaj zaczęła szukać księcia z bajki, który musi kochać koty, lubić gotować, być szalony tak jak ona & i ją pokochać.
   Rzuciły się na księżniczkę stada wygłodniałych plotkarzy. Czy to robi na serio? Czy się z kandydatami na księcia spotyka i co z nimi robi? Gadali jak najęci, a tymczasem księżniczka padała z nóg, a nie znajdowała miłości. Kamery telewizyjne podglądały ją na każdym kroku. Księżniczka wpadała w euforię, albo płakała z samotności, ale przede wszystkim robiła notatki w swoim dzienniczku. Rozmawiała, korespondowała i randkowała z chłopcami. W głowie jej się kręciło od pytania: jak odgadnąć który z nich jest księciem? Czy to ten, który zmieni się po pocałunku?

W gruncie rzeczy kiedy nikt nie patrzył, śmiała się cichutko z siebie i ludzi, żeby sobie dodać otuchy.


Jednak im bliżej było końca projektu, w którego tytule była miłość, tym bardziej Iwonka się niepokoiła.


Czy w naszej bajce będzie happy end?